Otwieram przed nim
drzwi, wpuszczając do małego i niezwykle prostego pomieszczenia.
Posiadającego jednak niesamowity klimat i ciepło, które wyzwala poczucie
niezwykłej ulgi i spokoju. Nagrzewające się żarówki coraz mocniej
rozświetlają pokój, oświetlając coraz to nowe fragmenty pomieszczenia,
pozostające do tej pory w półmroku. Gestem ręki wskazuje na biały fotel
znajdujący się tuż przed małym, drewnianym biurkiem za którym sama
siadam. Z pierwszej szuflady wyjmuję cały plik dokumentów a także kilka
zszytych kartek tworzących zbiór najważniejszych informacji. Opis całej
choroby a także możliwych powikłań na pewno pomoże mu przejść przez ten
okres. Wszystko wkładam do białej teczki, którą po zawiązaniu sznurkiem
przesuwam w jego kierunku.
-Możesz to sobie przejrzeć na spokojnie w
domu i dopiero wtedy podpisać. W razie pytań możesz dzwonić-podaję mu
również małą karteczkę z danymi i numerami telefonów-o każdej porze dnia
i nocy.
Na samo wspomnienie domu na jego twarzy pojawia się
delikatny grymas, który stara się za wszelką cenę przede mną ukryć.
Zdobywa się na delikatny uśmiech i szybko wbija wzrok w mały kartonik.
-Dyrektor-wyczytuje
cicho po czym podnosi wzrok. Przygląda mi się uważnie, zatrzymując
wkrótce wzrok na moich oczach w które wpatruje się cicho przez chwilę.
Uśmiecha się nikle, zerkając jeszcze raz na biały kartonik.-Inga Abigaël Favarin.
Nie poznałem Cię w pierwszej chwili.-uśmiecha się delikatnie,
obserwując mnie uważnie.- Zmieniłaś się, spoważniałaś ale jak zawsze
szybko doszłaś na szczyt.
Spuszczam delikatnie wzrok, próbując jakoś
poukładać napływające w ekspresowym tempie myśli. Jednak mnie pamięta,
co w pierwszej chwili wydaje mi się wręcz niewyobrażalne. Od naszego
ostatniego spotkania minęło co prawda zaledwie kilka miesięcy jednak
oboje się zmieniliśmy. On nadal spełnia się zawodowo, będąc jedną z
ważniejszych postaci w zespole ligowym i reprezentacji. Ja natomiast
zaszyta na obrzeżach miasta szukam ostatniej szansy na uratowanie ręki,
starając się pomagać przy tym innym. Nigdy nie przypuszczałabym, że
spotkamy się w takich okolicznościach.
-Po mężu podobno jeszcze
Bojda, ale to właściwie nieistotne. Mam nadzieje, że na lepsze chociaż
Ty się wcale nie zmieniłeś.-uśmiecham się wesoło, podnosząc wzrok i
obracając w palcach czerwony długopis.- Fundacja to taka mała
rekompensata Damiana za ten cały uraz. Sam wiesz jak jest.Niemal
natychmiast wbija wzrok zabandażowaną rękę, którą do tej pory
starałam się przed nim ukryć. Szybko ją chwyta i przyciąga do siebie
mimo całego oporu jaki staram się mu stawiać. Wkrótce odpuszczam ze
zrezygnowaniem gdy z największą swobodą zaczyna odwijać bandaż.
Przymykam delikatnie oczy, czując pulsujący ból w okolicy nadgarstka.
-
Powinnaś iść z tym do specjalisty.-odzywa się cicho, dotykając
delikatnie fioletowy obrzęk czym tylko potęguje mój ból. Po moim
policzku spływa pojedyncza łza, którą szybko wycieram i wyciągam rękę z
jego uścisku.-Przepraszam.
-Od kiedy się tak o mnie martwisz? Wszyscy
się raczej cieszycie, w końcu nikt nie zabierze waszym dziewczynom
medali.-uśmiecham się złośliwie, opierając głowę o zimny nagłówek
fotela.-Nic się nie stało tylko nie rób tego więcej.
W pierwszej
chwili próbuje jeszcze zaprzeczyć jednak stosunkowo szybko odpuszcza.
Wiemy doskonale, że mam rację a co za tym idzie według niego w znacznej
mierze przyczyniłam się do zepchnięcia ich Złotek z podium.Ostatnie
mistrzostwa Europy były w naszym wykonaniu naprawdę dobre i chyba to tam
tak naprawdę się poznaliśmy. Przynajmniej ja pokazałam tam na co mnie
stać, niestety nie tylko pod względem sportowym. Krzysiek był na naszym
turnieju z kolegami by kibicować swoim Złotkom. Większość kibiców była
pewna, że kolejny raz uda im się zdobyć złotym medal. Przed meczem z
nimi panowała u nas wręcz grobowa atmosfera, czułyśmy iż będzie to nasz
ostatni dzień na tym turnieju. Każda z nas marzyła jednak o medalu i w
tych najważniejszych chwilach wykazałyśmy potężną wolę walki, która
pomogła nam wygrać. Dziewczyny odpadły, kończąc w efekcie cały turniej na czwartym miejscy a my rozpędzone sukcesem dotarłyśmy na sam szczyt.
Wiem, że Krzysiek do dzisiaj ma mi w pewnym sensie za złe, że w
decydującym meczy byłam jedną z egzekutorek ich świetnego zespołu. W
sporcie jednak nigdy nie ma sentymentów. Każdy za wszelką cenę stara się
dążyć do wymierzonych celów, nie zwracając uwagę na przeciwników. Na
boisku nie liczy się nic oprócz zwycięstwa nawet jeśli ceną jest
przyjaźń. Uczucie gdy na szyi zawieszany jest krążek z najcenniejszego
kruszcu, wynagradza nam wszystko z nawiązką. Wydaje mi się zresztą, że
nie chodzi o sam mecz lecz o moje durne zachowanie po meczu i całym
turnieju. Wtedy jako jedyny postanowił przywołać mnie do porządku, co
naturalnie zakończyło się kilkoma awanturami. Od tego czasu właściwie
nie miałam z nim kontaktu aż do dziś. Patrząc na niego i przypominając
sobie to wszystko, chce mi się śmiać z własnej głupoty. Wtedy jako
wschodząca gwiazdka, osiągająca kolejne sukcesy na arenie
międzynarodowej byłam pewna, że mam rację i wszystko co robię jest
dobre. Dopiero teraz z perspektywy czasu widzę jak bardzo się myliłam i
jak blisko byłam zwykłej sodówki. Wtedy Krzysiek starał się mi pomóc i
choć nie wszystko mu się udało, paradoksalnie mam teraz szansę by
odwdzięczyć mu się za wszystko co dla mnie zrobił.
-Trzecia-mruczę
cicho, spoglądając na wyświetlacz telefonu. Uśmiecham się pod nosem i
podnoszę wzrok, wbijając go niepewnie w jego oczy.-Powinieneś odpocząć,
przespać się i coś zjeść. Jeśli nie chcesz wracać do domu, rozłożę Ci
tutaj sofę a rano pójdziemy razem na śniadanie.
-Nie jestem
zmęczony.-odpowiada szybko, niemal całkowicie ignorując moje
poddenerwowanie. Nie znoszę i nie potrafię wytrzymać kiedy ktoś się mi
sprzeciwia, co oczywiście musi teraz wykorzystać by doprowadzić mnie do
nerwicy. Uśmiecha się jeszcze wesoło, mierząc mnie wzrokiem.-Sama
zresztą powinnaś odpocząć bo szczerze mówiąc nie wyglądasz najlepiej.
-Dziękuje
bardzo To ogromny zaszczyt dla mnie, że było mi dane usłyszeć tak
piękne słowa z Twych ust. Tylko widzisz choćbym nie wiadomo jak
strasznie wyglądała w przeciwieństwie do Ciebie mam mnóstwo
pracy.-uśmiecham się złośliwie, podnosząc się z fotela i podchodząc do
małej sofy leżącej pod oknem. Rozkładam ją szybko i wyciągam z szuflady
koc i dwie poduszki.-Poza tym nie wiem czy wiesz ale nie toleruje
żadnego sprzeciwu. Więc raz, dwa, trzy na sofie śpisz dziś Ty.-śmieje
się cicho z nieco przekształconej wyliczanki naszych małych pacjentów,
która zawsze działa gdy nie chcą iść spać. Igła oczywiście jest
niezwykle uparty, ale i na to mam swoje sposoby. Szybko chwytam go za
rękę i ciągnę niemal na siłę w stronę sofy. Nie mam zamiaru mu odpuścić
dopóki nie postawię na swoim.
-Słyszysz?-szepczę konspiracyjnie,
zatrzymując się kilka kroków przed nią i wskazując na ścianę
obok.-Przebijają się przez ścianę.
-Fałszywy alarm.-odzywam się cicho
po chwili przysłuchiwania się tajemniczym odgłosom. Za ścianą
rzeczywiście coś się dzieje, jednak nie jest to nic niebezpiecznego.-To
tylko dziewczyny przepychają się przed lustrem. Nie musisz się bać,
obronię Cię jeśli ktoś tu wpadnie żeby nas zmasakrować i zjeść więc
możesz spać spokojnie. Dobranoc.
Krzysiek waha się przez przez
chwilę, w końcu jednak siada na jej brzegu wpatrując się we mnie uważnie
by po kilku sekundach roześmiać się głośno. Uśmiecham się pod nosem,
słysząc tak cenny dzisiaj śmiech. Wiem, że nie ma teraz byt wielu
powodów do śmiechu przez co jeszcze bardziej zaczynam go cenić. W
trudnych chwilach ludzie zazwyczaj zamykają się w sobie, unikają
kontaktu z innymi by samotnie przeżywać swoje tragedie. Igła nigdy tak
nie był i pewnie nie będzie. Nie potrafi się przed kimś zamknąć czy
udawać dobrego samopoczucia. Wszystkie emocje zapisane są w jego oczach
bądź też delikatnym uśmiechu, pojawiającym się czasem na jego twarzy.
Teraz także choć sytuacja nie jest wesoła widzę jak bardzo potrzebuje
choć drobiazgu, który sprawi, że uśmiech znów zacznie się pojawiać na
jego twarzy. Małego powodu, który pozwoli mu odzyskać tą energię i
niesamowitą wręcz radość z życia. Jednym z nich w pewnym stopniu jest
nadzieja. Ona zawsze umiera ostatnia a nawet jest najmniejsza cząstka
pozwala nam przetrwać najtrudniejsze momenty w życiu. Stanowi małe
światełko, do którego każdy stara się dążyć by wyrwać się otaczającej
ciemności. Bywa, że pomaga nam znaleźć nowy sens życia gdy wszystko w
okół się wali i nie widzimy dla siebie żadnej przyszłości. Nawet jeśli
niektórzy uparcie powtarzają iż jest matką głupich. Jednak nawet oni w
chwilach kryzysu chętnie się jej łapią jako ostatniej deski ratunku.
Może zresztą być nawet matką głupich, nie przeszkadza jej to by być również kochanką odważnych.
-
Oddaje
wam nowy rozdział. Mam co do niego co prawda kilka wątpliwości ale w
tej chwili chyba nie stać mnie na nic lepszego. Postanowiłam zrobić z
Ingi i Krzysia dawnych znajomych bo wydaje mi się, że później będzie mi z
tym wygodniej. Odcinek wydaje mi się przynajmniej w części pozytywny i
postaram się żeby następny też taki był.
Pozdrawiam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz